Jak zaprojektowano social media by uzależniały nas i nasze dzieci
To nie jest już tylko „przesada rodziców” albo „panika wokół telefonów”.
(na podstawie artykułów na Reuters i CNN)
W Los Angeles ława przysięgłych uznała, że Meta i YouTube odpowiadają za uzależnienie młodej kobiety od social mediów w dzieciństwie i za szkody dla jej zdrowia psychicznego. Jury stwierdziło, że platformy były projektowane w sposób uzależniający, że to właśnie ten sposób działania był istotnym czynnikiem szkody, a firmy nie ostrzegły wystarczająco jasno o zagrożeniach. Zasądzono 6 mln dolarów odszkodowania; firmy zapowiedziały apelację.
To ważne także dla nas, rodziców. Bo ten wyrok mówi wprost: problem nie polega tylko na „braku silnej woli” u dzieci. Te aplikacje są budowane tak, żeby zatrzymywać uwagę jak najdłużej — przez niekończące się przewijanie, podsuwanie kolejnych treści i mechanizmy, które każą wracać po więcej.
To może być dobry moment, żeby bez straszenia, ale bardzo serio, porozmawiać z dziećmi. Nie tylko o czasie przed ekranem, ale o tym, jak się czują po korzystaniu z tych aplikacji. Czy są spokojniejsze? Czy bardziej rozdrażnione? Czy odkładają telefon z ulgą — czy z poczuciem, że ciągle im mało?
Warto też wprowadzić kilka prostych zasad w domu. Dobrze, żeby telefony i tablety były używane głównie we wspólnej części mieszkania, a nie za zamkniętymi drzwiami. Pomaga odkładanie telefonów na noc poza sypialnię. Dzieciom łatwiej też ograniczać ekran, gdy mają pod ręką coś innego: książki, gry, kredki, piłkę, rower, muzykę, spotkanie z kolegą. I bardzo pomaga jedna ważna rzecz: rozmowa z innymi rodzicami, żeby dzieci nie były z tym same.
Bo jeśli cała grupa klasowa żyje w telefonie, pojedynczemu dziecku bardzo trudno się z tego wyłamać. Ale jeśli rodzice zaczną mówić jednym głosem, dzieci wcale nie stracą relacji — tylko odzyskają więcej prawdziwego kontaktu.
O co dokładnie chodziło w wyroku?
To był tzw. bellwether case, czyli sprawa testowa, która ma pokazać, jak sądy mogą podchodzić do tysięcy podobnych pozwów. Powódka twierdziła, że jako dziecko korzystała z Instagrama i YouTube’a w sposób, który przerodził się w uzależnienie, a skutkiem były m.in. depresja, lęk i inne problemy psychiczne. Ława przysięgłych nie orzekała więc tylko o „nieprzyjemnych skutkach internetu”, ale o tym, czy sama konstrukcja platform była wadliwa i szkodliwa.
Jak uzasadniono ten wyrok?
Ława przysięgłych uznała, że zarówno Meta była niedbała przy projektowaniu lub prowadzeniu Instagrama, jak i Google przy projektowaniu lub prowadzeniu YouTube’a. W obu przypadkach uznano też, że to zaniedbanie było „istotnym czynnikiem” szkody, czyli miało realny wpływ na pogorszenie stanu psychicznego powódki. Dodatkowo jury stwierdziło, że obie firmy nie ostrzegły odpowiednio użytkowników o zagrożeniach związanych z korzystaniem z tych platform.
Dlaczego ten wyrok jest taki ważny?
Bo może stać się precedensem dla kolejnych spraw. Reuters podaje, że Meta i inne firmy społecznościowe mierzą się już z ponad 2400 pozwami dotyczącymi szkód psychicznych u młodych użytkowników. Inwestorzy i prawnicy oceniają, że ten kierunek pozwów jest groźny dla branży, bo omija dotychczasową linię obrony firm technologicznych opartą na tym, że odpowiadają tylko za cudze treści w ograniczonym zakresie — tu chodzi o projekt produktu, a nie tylko o to, co publikują użytkownicy.
Jak social media są projektowane, żeby trudno było je odłożyć?
– mają nieskończone przewijanie i autoodtwarzanie (Dziecko nie dostaje naturalnego sygnału „to już koniec”. Dawniej kończył się odcinek, program albo gazeta. Tu treść płynie bez końca: kolejny film, kolejny post, kolejny reels.)
– algorytm podsuwa dokładnie to, co zatrzymuje uwagę (Feed nie jest przypadkowy. Platforma analizuje, co dziecko ogląda dłużej, co lajkuje, co komentuje, przy czym się zatrzymuje, a potem podsuwa więcej podobnych treści. Celem nie jest spokój użytkownika, tylko utrzymanie go jak najdłużej w aplikacji)
– powiadomienia wciągają dziecko z powrotem (Nawet kiedy dziecko odłoży telefon, aplikacja przypomina o sobie: nowe polubienie, komentarz, wiadomość, film, który „trzeba zobaczyć”. To nie jest neutralna informacja — to mechanizm ponownego uruchamiania nawyku.)
– lajki i reakcje zamieniają uwagę innych w „nagrodę” (Platforma zamienia uwagę innych ludzi w mierzalny wynik. Dla młodych osób to szczególnie silne: ile mam lajków, kto obejrzał, kto odpisał, czy ktoś mnie pominął. To sprawia, że telefon staje się nie tylko źródłem rozrywki, ale też ciągłego sprawdzania własnej wartości i pozycji w grupie.)
– treści są tak dobierane, by wzbudzać emocje (Algorytmy często premiują to, co wywołuje silną reakcję: zachwyt, złość, zazdrość, lęk, oburzenie. Spokojne treści łatwiej przegrają z tymi, które „przyklejają wzrok”. U młodych osób może to oznaczać dłuższe pozostawanie przy materiałach dotyczących wyglądu, porównań społecznych albo treści budzących napięcie.)
– aplikacje często nie mają naturalnych hamulców ani wyraźnego końca (Równie ważne jest to, czego często nie ma: wyraźnego końca, skutecznych ograniczeń nocnych, mocnych domyślnych zabezpieczeń dla nieletnich, łatwych przerw, prostych barier przed kompulsywnym używaniem)
Robb Maciąg | Etnowarsztaty